Większość stron na Facebooku dociera ze swoimi komunikatami do kilku-kilkunastu procent swoich fanów. O tym, które treści zostaną pokazane odbiorcy, decyduje specjalny algorytm Facebooka, zwany Edge Rankiem. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby algorytm ten „oszukać”, płacąc za wyświetlanie swoich postów. Wielu potraktowało to jako ostateczny argument, żeby dać sobie spokój z inwestowaniem w nowych fanów. Wszak i tak trzeba będzie za luksus dotarcia do nich z komunikatem dodatkowo zapłacić.

Tymczasem dobrze skonstruowana baza fanów jest jedną z najbardziej wartościowych grup docelowych dla naszego biznesu. To ludzie, którzy mieli już kontakt z marką, poznali ją i polubili. Idealny grunt do kolejnych komunikatów marketingowych.

gfx_3

Jest w tym wszystkim jednak mały haczyk. Baza fanów musi składać się z klientów lub potencjalnych klientów. Osób rzeczywiście zainteresowanych tym, co oferujemy. Tymczasem pokusa posiadania jak największej liczby fanów skutkowała niejednokrotnie kupowaniem ich na Allegro czy też próbą „łapania” na infantylną i bezwartościową komunikację.  Efekt? Duża baza fanów, której rzeczywisty potencjał zakupowy jest nikły lub nie ma go wcale.

Nie bójmy się w ramach działań społecznościowych inwestować w fanów. Ale zawsze pamiętajmy, po co to robimy. W końcu, na czym ostatecznie bardziej nam zależy? Fanach czy klientach? Polubieniach czy sprzedaży?